wtorek, 23 sierpnia 2016

Szydełkowa pogoda. Crochet weather.

               
               Ostatnie dwa tygodnie spędziłam na wakacjach. Tak, wakacje w rodzinnym domu to to, co kocham najbardziej! Przepyszne kąski podsuwane przez mamę, wspólnie spędzone wieczory, pogawędki z tatą. Wszystko takie cudowne, wyczekane... tylko pogoda zawiodła. Siedemnaście deszczowych dni! Ani do ogrodu, ani na spacer, ani na grzyby... pogoda iście szydełkowa! Co więc było robić? Udałam się do pasmanterii po szydełko i dłubałam sobie. Udało mi się zrobić chustę, o której już dawno myślałam, oraz malusieńką torebkę i jeszcze mniejszy czepek dla niemowlaka. To dopiero wyczyn! Zrobiłam też okrągłą poduszkę, ale nie zadecydowałam jeszcze o jej losie. Niezbyt mi się udała. Chustę od razu zagarnęła Charlotte. Podobno było jej zimno pod moją nieobecność! Ta to dopiero potrafi udawać i zmyślać. Prawdziwa wiktoriańska krętaczka! No, ale niech jej będzie, bo chusta ładnie na niej leży. 

                I have just come back from holiday. Yes, I love spending lazy days in my parents' house.  My mum cooks all my favourite dishes, we enjoy evenings together, we chat, we laugh. I miss it so much. Everything is so perfect then... well, everything except the weather! It rained for seventeen days! No sunbathing in the garden, no walks, no forest, no mushrooms... What  to do? To crochet! I bought a crocheting hook in one of he shops nearby and I started to work. I made a shawl,  a tiny bag and an even more tiny baby bonnet. I made a round pillow, too, but I am not very happy with it. The shawl went to Charlotte, actually, she took it by herself, without permission. She sad she was cold all the time I was away. What a little cheater! However, I must say it suits her really well. 



wtorek, 2 sierpnia 2016

Francuskie koszyki na zakupy. French shopping baskets.

             
       Dziś o koszykach. ZNOWU. Zrobiłam je już dość dawno temu, ale jeszcze ich tu nie pokazywałam.  Otóż pewnego dnia napisała do mnie bardzo sympatyczna pani i poprosiła o zrobienie dla niej francuskich koszy na zakupy. Przyznaję, że nie miałam pojęcia co to za kosze, ale po obejrzeniu kilku zdjęć poglądowych podjęłam się zadania. Efekt końcowy chyba całkiem przyzwoity... przynajmniej po słomianym kolorze i charakterystycznych ciemnych wykończeniach można wydedukować co autor miał na myśli.

                       Today I want to show you some baskets... AGAIN! I made them some time ago but I haven't shown them here yet. One day I got an email from a very nice lady. She asked me to make some French shopping baskets for her. I had never made such baskets before but after some research in ithe internet I got to work. I suppose the result is acceptable. Well, at least when you see the characteristic hay colour and dark details you may deduce that the baskets are ment to be French shopping baskets.





poniedziałek, 25 lipca 2016

Tekturowe ramki. Cardboard frames.

                   
              Nie bardzo wiem od czego zacząć i tym razem chyba zacznę od środka. Tak naprawdę tekturowe ramki wspomniane w tytule to tylko dodatek do tego o czym od dawna marzyłam... Świat królika Piotrusia i jego przyjaciół, a raczej przepiękne ilustracje  Beatrix Potter, którymi wzbogaciła swoje opowiadania dla dzieci, to coś, czego bardzo pragnęłam w moim miniaturowym pokoiku dziecinnym. W czym problem? Ano w tym, że obrazki nie należą do epoki, w której umiejscowiłam mój domek. Postanowiłam jednak przymknąć oko, ten jeden jedyny raz, bo warto!
                   Jako, że trudno było mi zdecydować się na jeden czy dwa obrazki zrobiłam ich kilkanaście. Wydrukowane na grubym papierze ilustracje oprawiłam w tekturowe ramki. Ilość ramek też hurtowa, więc przy okazji zrobiłam trzy portrety do biblioteki. Ramki pomalowałam akrylami. Myślę, że są całkiem przyjemne dla oka.

             I am not sure what to start with as the cardboard frames mentioned in the title are not the most important thing I wanted to write about. They are just an addition to something much more beautiful! Peter Rabbit and his friends or ,more precisely, illustrations by Beatrix Potter were one of the things I had always wanted to add to my nursery. Where was the problem then? Well, actually, Beatrix Potter "is not from my era" but this time, just one time I decided to close my eye and "let the pictures with my favourite rabbit enter  my miniature house". They are really worth it!
              I made a lot of pictures as I couldn't decide which illustrations I liked the best. I made a lot of frames, too. I made them with cardboard and painted with acrilics. I had so much fun and liked them so much that I created three more potraits to the library to use the remaining frames. I think they are really nice!




sobota, 16 lipca 2016

Szydełkowy czepek wiktoriański. A Victorian crochet bonnet.

                     
              Czasami zdarza mi się odpoczywać w godzinach popołudniowych, rzadko, ale jednak się zdarza.  Cisza, spokój, dzieci śpią a ja z całych sił staram się leżeć i nic nie robić. Uwierzcie mi, że nie wychodzi mi to zbyt dobrze. Nie umiem nic nie robić. Kiedy tylko przycupnę gdzieś na moment, słyszę jakiś wewnętrzny głos, który ciągle stawia przede mną nowe wyzwania. Może to moje miniaturowe ego do mnie przemawia? A może to lalki w jakiś przewrotny sposób próbują zawładnąć moimi myślami? Co by to nie było ostatnio podsunęło mi pomysł na zrobienie czepka na szydełku. Nadal twierdzę, że nie potrafię szydełkować, ale do zadania podeszłam z pełnym zaangażowaniem. Przejrzałam kilka zdjęć wiktoriańskich dam, znalazłam odpowiednią nić i ... do boju. Wzór wymyśliłam sama, "na poczekaniu". Zastanawiam się jakim cudem udało mi się zrobić rzeczony czepek, bo otwarcie przyznaję, że wszystkie sploty i ozdobniki w tym "tworze" to czysta improwizacja....Co mi wyszło oceńcie sami. 

                      Sometimes I take a little rest in the afternoon. Not often but sometimes it really happens. It is not an easy thing for me to lie still on the bed and do nohing. I am not good at it! Not at all! I immediately hear some internal voice that encourages me to do something, to try new things. Who knows... maybe it is my miniature ego that talks to me, or... maybe they are my dolls that try to "invade" my thoughts... Whatever it may be ,the last time I heard it, it encouraged me to crochet a bonnet. Even if it knows perfectly that I am not able to crochet! However, I decided to try. I looked for some old photographs, found some nice cotton thread and... I started my fight with the 0,5 mm crochet hook. Don't ask me how I managed to do it but I crocheted a Victorian bonnet. I developed the pattern by myself, from head, while crocheting. Just take a look!




niedziela, 10 lipca 2016

Łóżko dla guwernantki. A bed for the governess.

                 
        Ostatnio wspomniałam, że w mojej wiktoriańskiej kamienicy przybyło kilka drobiazgów. Jednym z bardziej znaczących jest łóżko dla guwernantki. Właściwie to mój plan zakładał, że łóżko stanie w pokoju guwernantki, ale jak wiadomo, plany lubią się zmieniać.  Łóżko zrobiłam z grubej tektury, uszyłam materac, pościel i wstawiłam do pokoju na poddaszu. Pewnie by tam zostało, gdyby nie to, że przeglądając jeden ze sklepów internetowych znalazłam drewniane łóżko o jakim zawsze marzyłam. Łóżko tanie, bo chińskie, co do mnie dotrze i czy będzie takie jak na zdjęciach... któż to wie. Nie mogłam jednak nie skorzystać z okazji... Tymczasem tekturowy mebelek ostatecznie zamieszkał w pokoju dla służby. Kucharka już od dawna ma swoje łóżko, teraz wyspać będzie się mogła także służąca. A guwernantka... jeszcze trochę poczeka na odpoczynek. Póki co może zdrzemnąć się na bujanym fotelu w pokoju dziecinnym.

                   I mentioned in my last post that there are some new items in my dollhouse. One of them is a new bed. I made it of thick cardboard. It was ment to be a governess's bed but one day I was taking a look at some internet shops and I found a wooden bed I had always wanted to have in my dollhouse. It was cheap and... chinese. I am not sure what is going to arrive to me but I still have a little hope it will be just as I desire it. In the meantime I found a new place for the cardboard bed - the staff's room. The cook has already had a bed for quite a long time so the new one is for the maid. And the governess? Well, she has to wait a little longer... She may always take a nap in the rocking armchair in the nursery...

czwartek, 30 czerwca 2016

Pierwsze przygotowania. First preparations.

               
       
        Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie bardzo pracowite. Udało mi się ukończyć dwa spore zamówienia i zaczęłam przygotowywać pierwsze koszyki na targi. Niby do października daleko, ale nie lubię zostawiać rzeczy na ostatnią minutę. Zaczęły się wakacje więc i mniej czasu na miniaturki. Nie wiem jeszcze do końca co chciałabym wysłać do Holandii więc na początek kilka koszyków na zabawki (ozdobionych francuską koronką i jedwabnymi wstążkami) oraz kilka koszyków "gospodarskich", przydatnych w domu lub ogrodzie.
             W tym tygodniu zrobiłam sobie wolne od koszyków i "pobawiłam się" domkiem. Zrobiłam kilka drobiazgów do biblioteki, łóżko dla służącej, wymieniłam kilka obrazów w salonie dla gości. Wszystko to pokażę wam następnym razem.

                 Last two weeks were very busy for me. I managed to complete two quite big custom orders and I started preparations for the Dollhouse Show in the Netherlands. I am not sure what to prepare yet so I started with some toys baskets decorated with French lace and silk ribbons and some smaller baskets used in the kitchen or in the garden.
                    This week I don't make any baskets. I play with my dollhouse. I have made some new items for the library and a cardboard bed for the maid, I have replaced some paintings in the guests' parlour. I will show you all these changes in the next post.








czwartek, 16 czerwca 2016

Haftowane obrazki. Embroided pictures.

                   


         Ostatnio wszystko mi się psuje... komputer, telefon, zęby, nawet kręgosłup odmawia posłuszeństwa. Podobno nieszczęścia chodzą parami, do mnie dotarły w kwartecie. No, ale jak to mówią, po deszczu zawsze wychodzi słońce. Mam nadzieję, że u mnie pojawi się również tęcza. Koniec marudzenia! W końcu nie po to piszę ten post. Dziś o haftowanych obrazkach do pokoiku dziecinnego. Dotarły do mnie, wraz ze wspaniałą szydełkową serwetą i haftowaną poduszką, z wymianki z Gabrielą. Miały być odpowiednie do pokoiku dziecinnego... no i są! Bo cóż może być bardziej odpowiedniego niż fantastyczne postaci z książek ilustrowanych przez Kate Greenaway?

                   Nie bardzo wiedziałam jak je oprawić, nie chciałam ciężkich złotych ram, które przytłaczałyby delikatne hafty . Ostatecznie postawiłam na "tekturowe drewno". Jak na pierwszy raz wyszło całkiem nieźle. Noszę się już z zamiarem wymiany połowy ram obrazowych w moim domku. Ale to dopiero za jakiś czas, bo póki co siedzę po szyję w koszykach... a może nawet po uszy... 

                     I haven't been a very lucky person recently. There are many things in my life that has broken... my computer has broken, my mobile phone has broken, even my teeth and my spine don't want to colaborate! Well, they say that misfortunes come in pairs... but a quartet is too much! However, I do hope better days will come soon and I will see not only sunshine after the rain but a little rainbow , too. But I am not here to complain... I wanted to show you some embroided pictures that I received from my friend Gabriela. I wanted them to be perfect for my nursery and they surely are! Is there anything more suitable for a nursery than pictures with Kate Greenaway's little girls? 
                       I wasn't sure how to frame them. I didn't want heavy golden frames because the embroided pictures are very delicate. I made "wooden" frames of cardboard. I am quite happy with the result. I think I will change some other frames in my dollhouse, too. I will change them when I have time... which I don't have now. I am immersed in the baskets for the time being!




A tutaj nowe koszyki nad których ilością przestałam już panować!
And here are some new baskets. I actually have stopped counting them!




środa, 1 czerwca 2016

Kufer do sypialni. A bedroom chest.

           
       Ostatnio wiele się u mnie dzieje. Pochwalę się, że po raz pierwszy zostałam zaproszona na międzynarodowe targi miniatur do Holandii. Niby nic takiego, ale dla mnie to wielki zaszczyt i satysfakcja z tego, że ktoś dostrzegł moją pracę. Nie jadę, bo sytuacja życiowa taka ,a  nie inna. Koszyczki za to pojadą, dzięki uprzejmości i wspaniałomyślności moich koleżanek miniaturzystek! Może w przyszłym roku uda się osobiście!
            Tymczasem w zeszłym tygodniu znalazłam wreszcie czas by upleść coś do mojego domku. Coś o czym myślałam już od dawna! Kufer do sypialni. Zastanawiałam się nad kufrem w kolorze biszkoptowym, potem białym, potem był pomysł na kość słoniową... Ostatecznie wybrałam dość odważnie jak na epokę witoriańską... kolor mięta! Kufer miał być  ozdobny, tak by pasował do wnętrza. Miał też być unikatowy i przykuwać uwagę... Chyba się udało! Do kompletu zrobiłam też mały kuferek podróżny. A nuż Charlotte wpadnie na pomysł, by wybrać się do kuzynki na angielską wieś... Kuferek będzie jak znalazł... Kapelusze do koloru też.

            Recently, a lot of good things has happened to me. I have been invited to Dollhouse Nederland Show which takes place in October in Ulft. I know, for many of you  it's not a big thing but I am really happy that someone has appreciated my work. I won't go, not this year, unfortunately. However, my baskets will take part in the show thanks to my friends. 
             Last week I finally found some time to handweave something to my dollhouse. Something that I had been thinking of for quite a long time. A bedroom chest. I was quite unsure about the colour. At first I thought about brown biscuit chest, then about a white one, then... an ivory one. Finally, I chose... MINT!  A daring choice as for the Victorian era. I wanted the chest to be decorative, unique and to eye-catching. I think I have been successful! There is a small travelling basket that goes with the chest and two hats. Who knows... maybe one day Charlotte will want to pay a visit to her cousin in the English countryside...





wtorek, 24 maja 2016

Aż ślinka cieknie.... Mouthwatering...

           
             Zdarza mi się czasem brać udział w wymiankach... Uwielbiam czekać na paczuszki pełne miniaturowych skarbów. W ostatnim czasie dotarły do mnie aż trzy! W jednej z nich, oprócz fantastycznych szydełkowych poduszek, były owoce z Fimo. Równie piękne jak te, którzymi obdarza nas Matka Natura... tyle, że w ich przypadku Matką Naturą była Agnieszka. Ów owoce to chyba najbardziej obfotografowany "rekwizyt" w całym moim miniaturowym królestwie. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na zdjęcia... Są doskonałe i bardzo, ale to bardzo fotogenicznie! Na ich widok aż ślinka cieknie...

             I sometimes take part in swaps. I love waiting for packets full of miniature treasures! Recently, I have received tree of them. In one of the packets, apart from absolutely fantastic crochet pillows, I found some Fimo fruit: apples, bananas and peaches. They are as perfect as those created by Mother Nature but this time it was Agnes who created them. There is no other thing in my miniature kingdom used for photographs so many times. Why? Just look! The apples seem delicious and are extremely photogenic! 




poniedziałek, 16 maja 2016

Koszyki plażowe. Beach baskets.

         
          Plażowanie w wiktoriańskiej Anglii... to dopiero była przygoda! Drewniane przebieralnie na kołach ustawione na samym brzegu morza, kostiumy kąpielowe, które odsłaniały tylko łydki i przedramię, przejażdżki na osiołku... Brzmi ciekawie! Niestety Charlotte nie jest zwolenniczką nadmorskich przechadzek. Dziesięć minut spaceru a potem pół dnia w pralni żeby wyczyścić sukienkę z soli morskiej. Tak to tłumaczy. Mimo tego poprosiła mnie o plażowy koszyk. Nie wiem co z nim zrobi. Może postawi przy toaletce i będzie spoglądać na niego z nostalgią rozmyślając o ciepłych letnich wieczorach... Podejrzewam, że nawet jako wiktoriańska dama Charlotte musi przecież mieć jakieś ukryte pragnienia...Poprosiła więc uplotłam... a że pomysł bardzo mi się spodobał to skończyło się na całej serii plażowych koszyków. Chyba poczułam już wakacje...


           A seaside trip in Victorian England... yes, that was an adventure! Wooden changing "rooms" on wheels called bathing machines, swimming suits that uncovered only calves and elbows, donkey riding... Sounds interesting! Unfortunately, Charlotte is not very fond of seaside walks. Ten - minutes walk and a half day in the sculery trying to get rid of sea salt from the dress. She justifies it in this way. However, she asked me for a beach basket. I have no idea what she is going to do with it. Maybe she will put it next to her dressing table and will look at it and think about warm summer evenings... I am quite sure that , even as a Victorian lady, Charlotte must have some hidden desires... Well, she asked so I couldn't refuse. I liked the idea very much! Actually, I liked it so much that I have handwoven a series of beach baskets. I can feel summer already...





poniedziałek, 9 maja 2016

Białe szaleństwo. White folly.

         
         Przez ostatni miesiąc gościła u mnie mama. Moja mama oczywiście! Do teściowej zwracam się po imieniu, taki tutaj zwyczaj. Jeszcze dobrze nie zamknęłam za nią drzwi a już mi jej brakuje. No, ale wiadomo...mama to mama! Pomoże przygotować obiad, przypilnować dzieci, czasem wyręczy w codziennych czynnościach... taki dobry duszek. Dzięki niej w ostatnim tygodniu miałam więcej czasu na miniatury i mogłam zrealizować bieżące zamówienia i wymianki. I tak się złożyło, że znowu wszystko na biało! Powoli zaczynam się przekonywać, że biała "wiklina" to też piękna wiklina.  Kto wie, może któregoś dnia was zaskoczę i wymienię wszystkie moje plecionki z wiktoriańskiego domku na białe... To byłoby dopiero miniaturowe szaleństwo z mojej strony!
Ps. Fantastyczne owoce na zdjęciach to dzieła Agnieszki Wolskiej. Cudowne prawda?


        I had my mom with me last month. She has just left and I already miss her. But everybody knows...  Mom is mom! She helps with the kids, with the dinner preparatives, sometimes relieves of daily activities... a silent angel. Thanks to her last week I had more time for miniatures and I managed to complete all the commissions and exchanges. As you see in the photos everybody loves white wicker... Everybody except me... No, that's not true. I have already made so many white pieces that I actually like white wicker a little... Not much but who knows... maybe one day I will surprise you all and put some white baskets into my Victorian dollhouse. 

By the way, the fantastic fruit you see in the photo is made by Agnieszka Wolska. It is so perfect, isn't it?