wtorek, 14 lutego 2017

Skarby z Mediolanu. Treasures from Milan.

             No i jestem! Pierwsze targi za mną... targi bardzo udane, pełne wrażeń i emocji. Chociaż pamiętam, że pisałam, że te targi to chyba jednak nie dla mnie, to już dwa dni po powrocie z Mediolanu wiem, że za rok tam wrócę. Poznałam mnóstwo fantastycznych osób pełnych życzliwości i podziwu dla tego, co tworzę, zdobyłam nowych przyjaciół, nowe doświadczenia. Tak, to były zdecydowanie dwa bardzo pozytywne dni, które zmotywowały mnie do dalszej pracy. Zobaczyć iskierki zachwytu w oczach osób, które oglądały moje prace to chyba najlepsza zapłata za wysiłek włożony w przygotowania.Podczas targów poznałam równeż Agnieszkę Krasicką, która swoją wizytą sprawiła mi nieopisaną przyjemność. Oczywiście nie obyło się bez zakupów, bo jak tu przejść obojętnie obok porcelany Elizabeth Causeret...

Here I am back from Milan. Two days full of emoions are already behind me. Although I wrote in one of my previous posts that such shows are not for me only two days after Miniaturitalia I already know that I will exhibit there again next year. During the two show days I met a lot of fantastic people that came to my table to see my miniatures and express their admiration, I made new friends and got new experience. Yes, they were surely very positive days and they motivated me to work even harder. Of course, I've done some shopping, too. Many days before the show I already knew that I would buy something from Elizabeth Causeret... some vases for my Victorian dollhouse.

Trzy muszkieterki -  ja i moje wspaniałe i zawsze uśmiechnięte towarzyszki
Me and my wonderful friends with whom I divided my table



Spotkanie z Agnieszką Krasicką https://smalldreamspoland.blogspot.com/

A tutaj moje skarby z Mediolanu
And here are my treasures from Milan

Pottery Miniart Italy

                                                           Elizabeth Causeret France



Caterina Milella Italy

Ramki/ Frames  MiniRoby Italy

I na koniec cudowny prezent od Cateriny Milella - postarzana mapa Afryki do mojej wiktorianskej biblioteki.
And here is a wonderful gift from Caterina Milella - a weathered map of <africa for my Victorian library




wtorek, 31 stycznia 2017

W kolorach wiosny... Colours of spring.

                 
         
              Plan był taki... żadnych koszyków plażowych na targi. W końcu zima jeszcze i nikt chyba nie myśli o wysłaniu swoich lalek na wakacje. No, ale z drugiej strony na zewnątrz taka szarzyzna, kolorów potrzeba! Kiedy zaczynam tęsknić za wiosną zwykle zabieram się za tworzenie miniaturek w odcieniach zieleni. Tym razem też wypadło na zieleń. Uplotłam zielone koszyczki plażowe, lub jeśli ktoś woli, na zakupy. Zdecydowanie właśnie tego było mi potrzeba. Zieleń mnie natchnęła. Właściwie na tym miałam poprzestać, cztery zielone koszyczki, wiosenne, radosne, ale... tak się jakoś dziwnie składa, że zawsze jest u mnie jakieś potem... No właśnie... Oczywiście na zielonych koszykach nie poprzestałam. Zrobiłam jeszcze biały, brązowy... a potem,,, a potem to już popłynęłam nurtem radosnej plecionkowej twórczości. Prawdziwy misz masz kolorów!


I had a plan, no beach baskets at the show. We've got winter now. Is anybody thinking of sending

proper dolls on holiday right now? But... on the other hand... it's so gloomy outside, we need some colours! When I start missing spring I usually make green miniatures, usually plants, but this time I made green baskets. I made four of them. Perfect for going to the beach or shopping. Four nice cheerful spring baskets. And I was suppose to stop there. However, in some strange and unexplainable way there is always " and after that" that comes when I finish handweaving something. I make a chest to put it into my Victorian bedroom and after that I make three more for my friends. I made four green baskets and after that I made two more... and after that I made many many more... It's just me!




niedziela, 22 stycznia 2017

Brązowy zestaw ogrodowy. A brown garden set.



    Czy ktoś z was pamięta jeszcze biały zestaw ogrodowy, który kiedyś uplotłam??? Dwa fotele, kufer i stolik. To było ponad rok temu.  Niedawno, za namową męża, uplotłam podobny zestaw, tyle, że w brązie. Przyznaję, że o ile po skończeniu pracy całość prezentuje się nieźle, to zdecydowanie nie jestem zwolenniczką plecenia takich zestawów. Potrzeba na nie mnóstwo czasu, a ja należę do osób niecierpliwych i rezultat chciałabym zobaczyć od razu a nie po kilku dniach. Koszyczek, torebeczka, coś na szybko to i owszem, ale taki fotel... No właśnie... oprócz zestawu ogrodowego o którym mowa, dokończyłam również zestaw z kanapą, którą niedawno wam pokazywałam. Eh.... szkoda, że w mim mieszkaniu nie ma miejsca na stworzenie miniaturowego ogrodu.


Does anyone of you remember a white garden set I made more than a year ago? Two armchairs, a chest and a table. Well, recently, I have made a similar set but in brown. My husband persuaded me to handweave it. I admit that it looks nice but I am not a great fun of weaving such sets. They require so much time and patience... and I am not a patient person, not at all. I want to see the finished product as soon as possible... a little basket, a beach bag that's what I like to weave... but an armchair... so much work... However, as far as the armchairs are concerned, I have finished the set with the sofa I showed you a few weeks ago. Such a pity I have no space to create a miniature garden in my apartment...








niedziela, 15 stycznia 2017

Stoliczki. Tables.

           

             
          Targi zbliżają się wielkimi krokami więc i ja musiałam przyspieszyć z pracami. Wiem jedno, takie szalone plecenie nie jest dla mnie,  i nie jestem pewna, czy jeszcze kiedyś powtórzę przygodę z targami, ale cieszę się, że zdobędę nowe doświadczenia. Zeszły tydzień upłynął mi pod hasłem stoliczków. Przyznaję, że bardzo przypadły mi do gustu i jeden z nich zamieszkał już w mojej szklarence. Nie potrafię wybrać, która wersja kolorystyczna podoba mi się najbardziej. A wy? Macie swojego faworyta?

          Just one month left to Miniaturitalia and I had to accelerate with preparatives. Well, I already know that such a kind of mad handweaving is not for me and I am not sure I will take part in any other fair in the future but I am glad I will get some new experience. I passed last week preparing mini tables. I do like them and one of them is already in my greenhouse. I am not sure which colour is my favourite. What do you think?




Cudowne kwiat widoczne na zdjęciach to dzieła Ani Wybranowskiej, a deska z jabłkami i winogronami to moja wspaniała zdobycz z wymianki z Eve After Dark.
The wonderful flowers in the photos are made by Ania Wybranowska and the desk with fruit is my swap with Eve After Dark.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Łóżeczko. A crib.

                     
 Nowy rok, nowe postanowienia, nowe możliwości... Zawsze pod koniec grudnia układam w myślach długą listę rzeczy do zrealizowania od pierwszego dnia nowego roku... Że zacznę chodzić regularnie na basen, że wreszcie znajdę czas żeby zacząć na poważnie uczyć się niemieckiego i francuskiego i rosyjskiego i hiszpańskiego... Czego tam nie ma na tej mojej liście! Tak się jednak dziwnie składa, że już w połowie stycznia listę odkładam na półkę i wracam do rzeczywistości, w której na wszystko brakuje mi czasu. Wam jednak życzę, żeby nowy rok okazał się bardzo owocny i żeby udało się wam zrealizować w całości chociaż jedno lub dwa z waszych postanowień!
                     Dziś pokażę wam moje najnowsze plecionki przygotowane z myślą o targach. Kosz dla niemowlęcia z plecioną podstawą, która służyć może za przewijak oraz łóżeczko dla niemowlęcia. Nad łóżeczkiem strasznie się namęczyłam, bo nigdy wcześniej nie udało mi się upleść daszku - kopuły jak należy. Myślałam, kombinowałam, plotłam za pomocą igły... aż do skutku. Ostatecznie wyszło nieźle. Przyznaję, że w planach mam już drugie takie łóżeczko,w jasnym brązie, do mojego prywatnego miniaturowego domku.


                
      New Year... New Year's resolutions, new opportunities... Every year, at the end of December I make a long list of things I am going to realize starting from the very first day of the new year. I plan to go swimming regularly, I plan to find some free time to start learning new languages... There is almost everything impossible on my list! However, in some strange way somewhere in the middle of January I forget about my list and come back to the reality. I really doubt I will fullfill any of my New Year's resolutions but I wish you a very fruitful new year. Be stronger than me and realize just one or two of your plans!

                 This time I wanted to show you my latest basketwork. A Moses basket with a base that can be used as a baby changing table and a crib for a newborn. The crib almost made me cry as it was my first one I wasn't able to weave the upper part in the way I wanted. Finally, I decided to use a needle! I am happy with the result and I am planning to make another crib to my private dollhouse.


czwartek, 22 grudnia 2016

Kanapa-podejście drugie. Another sofa.

                   
          Miało być świątecznie, ale nie będzie, bo nie zdązyłam ustroić domku. Będzie o kanapie! Ostatnio przez przygotowania do targów na wszystko brakuje mi czasu. Byle do lutego! Zrobiłam sobie listę rzeczy, które chciałabym upleść i zabrać do Mediolanu. Na liście znalazło się tyle pozycji, że żeby ze wszystkim zdązyć powinnam nie spać przez miesiąc, albo wyeksmitować moje maluchy do dziadków. Pierwszą pozycję na ów liście zajęła kanapa. Dotychczas uplotłam tylko jedną kanapę i to ponad rok temu. Nadszedł czas na kolejny egzemplarz. Kanapa jest w kolorze ziemistego brązu. Nie wygląda na zbyt nowoczesną, ale taki już chyba urok moich miniatur. Inaczej nie potrafię. Najwidoczniej w poprzednim życiu mieszkałam w wiktoriańskiej Anglii i udziela mi się to za każdym razem, gdy siadam do plecenia. Do kompletu jest też stolik kawowy. Brakuje jeszcze fotela, może dwóch. Na nie przyjdzie pora w nowym roku, bo zabrakło mi drucików. Utkneły  w Mediolanie, w sortowni! Od dwóch tygodni codziennie sprawdzam status przesyłki. Czyżby jakiś sabotaż?
                    Mimo, że w moim domku panuje mało świąteczna atmosfera, to w pełnym wymiarze nie jest tak źle. Choinka jest, szopka jest, polskie pierogi i opłatek dowiózł kurier, ale pierniki podkradł mi chyba listonosz! Moi włoscy teściowie już się przyzwyczaili, kolacja wigilijna jest zawsze po polsku. Przyznaję, że bez śniegu i z włoskimi temperaturami Boże Narodzenie ma inny charakter. Mimo tego, uwielbiam to święto i życzę wam, żebyście i wy przeżyli je w spokoju i w rodzinnej atmosferze!

                 It was supposed to be a Christmas post but... I haven't decorated my dollhouse in time! So I will write about my new handwoven sofa. I have been preparing myself for the show in Milan and I have no time for other activities. I have made a list of things I would like to create and take with me and I suppose I shouldn't sleep for a month or leave my children with grandparents till February! he first thing on the list was a sofa. I had already made one sofa but it was more than a year ago. Here is the second one. I know... it doesn't seem very modern but it's just my stile. I suppose I must have lived in Victorian England in my previous life as everything I make at the end looks a little bit Victorian.  I made a coffee table , too. I still need to handweave an armchair or two to make a whole set but I have finished my wires! i have been waiting for new wires for quite a long time as they have stuck in Milan. For two weeks now! Strange, isn't it? Maybe Milan is afraid of me so they keep my wires there for so long!
                In spite of the fact that my dollhouse is not in a festive mood I do celebrate Christmas in real size! And I would like to wish you a very merry Christmas spent with your family!


sobota, 10 grudnia 2016

Elżbieta i tajemniczy niebieski pokój. Elizabeth and a mysterious room.

            Dziś dwa w jednym - nowa guwernantka i nowy roombox. Guwernantka mieszkała w moim domku od samego początku. Spała biedaczka na bujanym fotelu  w pokoju dziecinnym, bo po czterech latach nadal nie dostała łóżka. W końcu zdenerwowała się tak bardzo, że postanowiła zmienić pracę. Na jej miejsce przyjęta została Miss Betty, czyli Elżbieta. Betty jest ubogą kuzynką Edwarda. Na tyle ubogą, że przyjechała do mnie łysa i naga...  Wymarzyłam sobie niebieskooką rudowłosą guwernantkę w niebieskiej sukni. Lalkę kupiłam z jednego źródła, perukę z innego, a suknię uszyłam sama. Wiem wiem, szwy są krzywe! 
                   Jeśli chodzi o roombox to coś zaczęło się w nim dziać. Jest tapeta, jest okno, brak parkietu na podłodze. Docelowo roombox służyć mi będzie głównie do fotografowania moich miniaturek, ale dziś zaadoptowałam go na potrzeby guwernantki.  Teraz czekam, aż dotrą do mnie listewki na podłogę. Nie mam pojęcia kiedy znów uda mi się usiąść do pracy nad pokoikiem. Zdecydowałam, w ostatniej chwili, że na początku lutego wezmę udział w targach miniatur w Mediolanie. Będą to pierwsze targi na które pojadę osobiście. Przede mną móstwo pracy i tak niewiele czasu!!!

                          Today I wanted to show you two things - my new governess and my new roombox. I had a governess in my dollhouse from the very beginning. Unfortunately, she decided to change the family! She didn't got her own bed for four years and had to sleep in a rocking chair. Shame on me! A new governess has taken her place. Her name is Elizabeth. Miss Betty, as she is called in the house, is Edward's poor relative. She is so poor that she has arrived without a wig and naked. I wanted a redhead girl with blue eyes and a blue dress. I bought the dool from one seller, the wig from another and the dress is made by me. Yes, yes, I know! It is not perfect!
                         As far as the roombox is concerned. I started orking on it. I have got wallpapered walls and a window. I love the window! there is no parquet on the floor but the wood should arrive next week. i am not sure when I will be able to work with the roombox again as I have just decided (I should have made it about three months ago) to take part in Miniaturitalia in Milan in February. So much work and so little time!!!



A tutaj  rodzina w komplecie. And here is the whole family.




piątek, 2 grudnia 2016

Legowiska dla zwierząt domowych. Pets beds.

      Mimo, że moje plecionki tworzę od półtora roku nigdy wcześniej nie miałam okazji zrobić legowisk dla zwierząt. Jakoś tak daleka byłam od tego tematu. W moim domku są co prawda dwa psy i kot, ale zrobione są z porcelany. Są sztywne, grzecznie siedzą i kosze nie są im potrzebne. Ostatnio jednak przybył mi do kolekcji cudowny biały kotek perski z wymianki z Eweliną Haśnik. Kto jej nie zna warto poszperać w internecie, bo jej zwierzaki są przepiękne. Do tego dostałam zamówienie na legowiska dla psów i kotów. Białe, z poduszkami w kolorze niebieskim i różowym. Jak na pierwszy raz wyszły całkiem całkiem. Bądźcie dla mnie wyrozumiali! To mój pierwszy raz z leżankami. Muszę upleść jeszcze jedną, dla mojego nowego domownika. No i muszę nadać mu imię. Jakieś pomysły na imię dla wiktoriańskiego kota? Może Henry?

I have been handweaving miniatures for a year and a half but till last week I had never made a pets bed. I was quite far away from the subject. I do have pets in my miniature house but they are made of porcelain. They sit still and they don't actually need baskets. However, some days ago I received a beautiful Persian cat from a swap with Ewelina Haśnik. If you don't know her I do encourage you to search for some of her pets photos in the internet. Her animals are fantastic! I got a custom order for white pets beds with pillows, too. I am quite satisfied with the result. Well, it was my first time with the pets beds. Now I must handweave one more basket for my new cat. And I must give him a name. Any suggestions for Victorian cats' names? Henry maybe?



piątek, 25 listopada 2016

Dwa rozmiary. Two sizes.

                 
                















  
               Kiedy zaczęłam przygodę z miniaturkami nie miałam problemu z wyborem skali, szczerze mówiąc nawet się nad tym nie zastanawiałam.  Chyba większość gotowych domków produkowanych jest właśnie w 1:12, a poza tym nie ma problemów z zakupem wyposażenia w tym właśnie rozmiarze. Mimo, że moją miniaturową kamienicę wybudowałam sama to część wyposażenia kupiłam. 1:12 to zdecydowanie moja ulubiona skala! Ostatnio jednak dostałam zamówienie na kosz niemowlęcy w skali 1:6. Zgodziłam się, głównie z ciekawości. Przyznaję, że miałam wrażenie, że będę plotła to cudo w nieskończoność! Plotłam i plotłam i plotłam. Kiedy skończyłam wydawało mi się, że uplotłam kosz dla giganta! Trzymając go w dłoni zaczęłam zatanawiać się jak duże muszą być domki dla lalek w skali 1:6. Różnica ogromna! Sami zobaczcie.

               When I started my adventure with miniatures I didn't think much about the scale I should choose. Most of the ready made houses were in 1:12 and there was no problem getting furniture and other staff in this size. Although I have built my Victorian house by myself I have bought most of the furniture in second - hand shops. Yes! 1.12 is my favourite scale. Recently, however, I got a custom order for a 1:6 Moses basket. I accepted as I was curious about the result. I had never made any miniature in that scale before. It was a BIG challenge. I thought I would never finish handweaving it. It seemed so big! When I finally took it to my hand I started to wonder how big dollhouses in 1:6 scale are. What a BIG difference! Just take a look at the baskets.


piątek, 18 listopada 2016

Szklarenka. A greenhouse.


       Szklarenkę miałam w planach, ale bardzo odległych. Zbierałam do pudełka miniaturowe kwiatki, żeby było co do niej wsadzić, jak już ją sobie kupię. Chciałam taką malutką i zgrabną, z drzwiami i półkami... Kilka dni temu obchodziliśmy z mężem piątą rocznicę ślubu. No i co dostałam w prezencie??? Szklarnię! No cóż, w sumie to szklarnia na żywe kwiaty, na miniaturki nie bardzo się nadaje, ale należy docenić szczery gest. Tym bardziej, że mój mąż za miniaturkami raczej nie przepada. 


Przyznaję, że nie mam pojęcia jak się do tej szklarni zabrać. Najchętniej bym ją rozkręciła, przebudowała, przeszlifowała... Może jakieś witraże? Drewniany dach? Ściany wyłożone kamieniami z wytłoczek.? Pomocy!!! Póki co, wstawiłam do środka to co miałam. Stół i krzesło z surowego drewna pomalowałam akrylami. Fantastyczne kwiaty i jabłka to dzieła moich polskich koleżanek miniaturzystek. Postanowiłam, że ta szklarenka, chociaż pewnie wyprodukowana w Chinach, będzie hołdem dla polskich miniaturzystów!

                        I had been dreaming of a miniature greenhouse for quite a long time. I wanted to buy it one day. One day in far future. I had been collecting plants and flowers to put them into my "dream greenhouse". It was to be small, neat, with a nice door and shelves... A few days ago I celebrated my 5th wedding anniversary and my husband bought me a greenhouse! Well, it is rather a greenhouse for real flowers, not for miniatures but I do appreciate the gift! My husband doesn't like miniatures so it was a great thing for him to buy me a present like that!

                       However, I have no idea what to do with this greenhouse. I would like to rebuild it, paint it and who knows what else but... I suppose I shouldn't. Any ideas from you? In the meantime I put inside all the things I have collected so far. I have painted the barewood table and chair with some acrylic paints. All the flowers and apples are made by my Polish miniature friends. I have decided that the greenhouse, in spite of the fact that it's been probably made in China, will be a tribute to Polish miniaturists!






środa, 9 listopada 2016

Małe koszyki gospodarskie. Little household baskets.


        Kot czuje się lepiej to i ja wróciłam do moich robótek. Tym razem malutkie koszyki gospodarskie na specjalne zamówienie! Specjalne, bo dla wyjątkowych osób. Póki co w bieli i jasnym brązie. Brakuje jeszcze biszkoptowych, ale za te zabiorę się za kilka dni. Niestety praca z nitką numer 12 bardzo męczy wzrok. Tymczasem kilka zdjęć. Nie potrafiłam powstrzymać się od ich zrobienia. Taki miły przerywnik przy pracy.

        My cat feels better so I am back to my miniatures. This time litttle household baskets. A special order for special friends! I have made the baskets in white and light brown so far. There are still some very small baskets in biscuit brown waiting to be handwoven. I am going to work with them next week. Unfortunately handweaving using a thread no 12 is quite tiring for my eyes.  In the meantime, I just couldn't resist taking some photographs. 








wtorek, 1 listopada 2016

Kufry z siedziskiem. Ottomans.

             
            W jednym z ostatnich postów wspomniałam, że zabieram się do pracy nad dwoma roomboksami. No cóż, taki był plan.... a wiadomo, plany lubią się zmieniać. Na pierwszy ogień pójść miał pokoik dziecinny. Zrobiłam kartonową makietę, kupiłam drewno, wycięłam ściany i otwór okienny, zamówiłam tapetę. Byłam pełna energii i chęci do pracy, ale mi przeszło! Mój wierny, towarzyszący mi we wszelkich miniaturowych pracach kot bardzo się rozchorował. Od ponad dwóch tygodni dzielnie walczy o życie w klinice dla zwierząt, ale tworzenie miniaturek bez niego próbującego podkradać mi nitki, kawałki papieru czy gwoździki to nie to samo. Roomboks musi poczekać... i to nie tylko z powodu choroby kota, ale i dlatego, że tapeta, która do mnie dotarła ani kolorem ani strukturą nie odpowiada temu co widziałam na zdjęciach u sprzedającego. Muszę zastanowić się jak rozwiązać sprawę ścian. Być może otynkuję i pomaluję na biało, bo jak widać nie jest mi dane wytapetować pokoju w cudownym niebieskawym kolorze kaczego jajka.

           
           Kiedy zaczęłam planować ów roomboks wymyśliłam sobie, że zrobię w nim wystawkę moich wiklinowych prac, koszy na zabawki, koszyków dla niemowląt, w końcu to pokoik dziecinny. Przyszło mi na myśl, że przydałby się też wiklinowy kufer na bieliznę, ale taki z siedziskiem. Uplotłam, a jakże, nawet dwa - jeden w kolorze kości słoniowej a drugi w brązie. Sama nie wiem, który podoba mi się bardziej.


                   In one of the latest posts I mentioned that I was about to start buiding two roomboxes. Well, at least that was the plan...But as we all know plans like changing. I wanted to make a nursery roombox first. I bought some wood, cut the walls out, cut the window hole out, ordered some wallpaper. I was full of energy and suddenly... my cat felt sick. He's not an usual cat, he's my very special cat, my company, my friend. He's been fighting for his life in the veterinary clinic for two weeks now. Making miniatures without him trying to steal some nails or pieces of thread is not the same thing. The roombox must wait. And not only because of the cat's illness but also because the wallpaper that arrived to me a few days ago is far away from what I expected. I must figure out what to do with the walls. I wanted them to be wallpapered with some duck egg blue sheets but I suppose I will just paint them white.
                  When I started imagining my nursery roombox I wanted to put there some of my handwoven items - a toys basket, a Moses basket, a linen basket. And then I thought that an ottoman would be a great thing to add there. I have handwoven two - an ivory one and a brown one. I am not sure which one I like more.




I jeszcze wyniki rozdawajki!!! Koszyk piknikowy pojedzie do Pilar 6373 . Serdecznie gratuluję i proszę o maila z adresem do wysyłki. 

And now the winner of the giveaway!!! The picnic basket goes to Pilar 6373 . Congratulations!!! Please, send me an email with the shipping address!

czwartek, 13 października 2016

A birthday giveaway. Urodzinowa rozdawajka.

                 

                   Taka jestem zapleciona, że zupełnie zapomniałam! Nieładnie! Kilka dni temu stuknęły nam trzy latka. Trzy lata mojego blogowania. Cudowne trzy lata w miniaturowym świecie, wolnym od zmartwień, przykrości. Trzy lata w waszym towarzystwie! Czasem nie mam czasu odpowiadać na wasze komentarze, ale z każdego bardzo się cieszę. Bo te wasze komentarze dają mi wielką moc do działania i świadczą o tym, że w tym zaganianym świecie pełnym ważnych spraw znajdujecie również chwilkę na odwiedziny u mnie. Tacy cisi przyjaciele! A wiadomo, z przyjaciółmi należy dzielić wszystkie szczęśliwe momenty.  Tak więc, na trzecie urodziny, rozdawajka. Pewnie nie zdziwi was wygrana - to koszyczek piknikowy w skali 1:12. Aby wziać udział w rozdawajce należy być obserwatorem mojego bloga oraz zostawić komentarz wyrażający chęć wzięcia udziału w zabawie. Losowanie 1listopada!


                  I've been so busy that I've forgotten! A few days ago I celebrated 3 years of my blogging! Three wonderful years in my miniature world! Three years in your company! Sometimes I don't have time to answer your comments but I do appreciate them all! They mean a lot to me! They mean that in spite of all the daily things you have to manage you find some time to make me a visit here. Silent friends I would say. And I would like to share that nice moment with all my friends and celebrate! A giveaway! Yes! That'a a very nice way to celebrate my blog's third birthday! The prize is a picnic basket in 1:12 scale. If you want to take part in the giveaway you have to be a follower of my blog and leave a comment. You will know the winner on 1st November! Have fun!