środa, 10 lutego 2016

Kolekcja muszli. A collection of shells.

             
             Muszelki leżały w pudełku od lata, ale wcześniej nie miałam serca żeby się nimi zająć. Ostatnio widziałam w którymś z magazynów o wykończeniach wnętrz zdjęcie z kolekcją skrzyneczek z motylami. Dlaczego więc nie zrobić skrzyneczek z muszlami? Kolekcję postanowiłam umieścić w bibliotece. Mała i skromna, ale za to ładnie się prezentuje. Dobry początek dla wiktoriańskiego miłośnika konchiologii.

               Last summer I collected some very tiny beautiful shells. I didn;t know what to do with them, though. I dodn't want to waste them so I put them in the cupboard and kept them waiting their turn. A few days ago I saw a photo of a collection of butterflies... display crates... I used that idea to create a collection of shells. The collection has been already placed in the library. It looks really nice and I think that although it is quite a small collection it is a good start for a Victorian conchology admirer.





poniedziałek, 1 lutego 2016

Przemeblowanie w pokoiku dziecinnym. The refurbished nursery.

           
           
       Pisałam niedawno, że zabrałam się za przemeblowanie w pokoiku dziecinnym. Nagle przestał mi się podobać. Był za mało wiktoriański i taki... sama nie wiem... nie w moim stylu. Nie pasował do mojej wizji domku. Chciałam uczynić go bardziej wiarygodnym i przytulnym...
           Mój plan zakładał podzielenie pokoiku na część dzienną i część sypialną. Początkowo chciałam wstawić ściankę działową, ale przy przymiarce pomieszczenia wydawały mi się zbyt ciemne. Postawiłam więc na drewniany dzielnik. Przymocowałam go tak, że w każdej chwili mogę go zdemontowac bez najmniejszych uszkodzeń ścian i sufitu. 
              Wyrzuciłam również zrobione własnoręcznie biało-niebieskie meble a w ich miejsce
wstawiłam "moje plecionki". Spora część zabawek również opuściła pokoik i przeniosła się na strych wiktoriańskiego sklepiku. Wkrótce ich miejsce zajmą nowe lalki i misie, ładniejsze mam nadzieję. Chyba z upływem czasu stałam się bardziej wybredna i na moje miniatury patrzę bardziej krytycznym okiem.
            
       Pokoik ma też nowych mieszkańców - trzy siostry. I tymczasowego gościa - hinduskiego chłopca. który miał sprzedawać gazety przed sklepikiem, ale jakoś zupełnie nie pasuje do tej roli.
             W pomieszczeniu ciągle brakuje łóżek dla najmniejszych mieszkańców, komody z przyborami toaletowymi, ekranu kominkowego i wielu innych przemiotów codziennego użytku. Mam nadzieję, że powoli uda mi się je wszystkie skompletować.


             Not so long ago I wrote that I was making some changes in the nursery. I just didn't like it anymore. It was not Victorian enough and... I'm not sure... It was not my style. It didn't correspond to the vision of my dollhouse that I have had. I decided to make it more real and more comfortable.

             My plan was to divide the room in two spaces - a day nursery and a night nursery. At first I built a dividing wall but the two rooms seemed too dark. In that way I decided to use a room separator. I made it of plywood. I didn't fix it permanently so I will be able to remove it when I get bored of it.
           
             There have been changes in the furnishings, too. There are no more white and blue pieces in the nursery. They have been replaced with my handwoven furniture. A lot of toys have been removed, too. They live in the attic of the Victorian shop now. I hope to replace them with some other toys soon... more beautiful toys. I think I have become more demanding and I am more critical with my miniatures, especially the old ones.
            The room has new inhabitants - three sisters. ANd one temporary guest...an Indian boy. He used to sell newspapers in front of the Victorian shop but he doesn't fit this role.
            In the  nursery there are still no beds for the littlest children, no chest of drawer, no jug and bowl, no fireplace screen but I hope I will provide them as soon as possible.

Przed i po...
Before and after...





sobota, 23 stycznia 2016

I znowu na biało.... Once more in white...

                 
      Białe... romantyczne... stylowe... Takie trochę wiktoriańskie... Tak! Bardzo mi się podobają! Nawet więcej! Zupełnie nieskromnie powiem, że je uwielbiam! I gdyby nie fakt, że białe fotele nijak nie pasują do mojego miniaturowego domku, a oranżerii w najbliższym czasie nie planuję, to uplotłabym sobie takie same. Ten komplet, zrealizowany na zamówienie, będzie cieszył lalki w pewnym odległym miejscu...w Belgii. Przyznaję, że im zazdroszczę! Chciałabym chociaż na moment zmniejszyć się i zagłębić w takim dostojnym fotelu. 
                   White... romantic... stylish... a little bit Victorian... Yes! I like them very much! Even more! I won't be modest saying that I adore them! And if they suited my miniature house I would handwave a similar pair of armchairs for myself. Unfortunately they don't... and I am not going to build any orangery in the nearest future. This set is going to make some other dolls happy... Dolls that live quite far away from here... in Belgium. I truly envy them! I would like to become tiny just for a moment and sit in such an armchair. 



I jeszcze kilka zdjęć w czasie pracy...
And some more photos of work in progress...






czwartek, 14 stycznia 2016

Nowe szaty Charlotte. Charlotte's new clothes.

      Nowe szaty Charlotte... Bardziej odpowiednio byłoby chyba pierwsze szaty, bo Charlotte przybyła do mnie nagutka jak ją fabryka stworzyła. Mogłam kupić już ubraną, ale po co? Ciekawie jest uszyć coś swojego, wyjątkowego i niepowtarzalnego. Tak więc tuż po przyjeździe nowa pani mojego miniaturowego domku dostała w prezencie powitalnym pantalony, koszulę nocną i dzienną suknię. Stworzenie czegoś co można zakładać i zdejmować bez uszczerbku nie było prostym zadaniem. Tym bardziej, że lalka ma niecałe 14 centymetrów wzrostu. Jestem jednak zadowolona z rezultatu. Poza tym sytuację ratuje śliczna buzia Charlotte. Czego bym jej nie ubrała to i tak będzie jej w tym ładnie...

Charlotte's new clothes... first clothes would be more proper as Charlotte has arrived absolutely naked to me. I could buy an already dressed doll but why? It is more interesting to sew something different, special, something mine. As soon as Charlotte had arrived she received a welcome gift - pants, a night gown and a day gown. It was sot easy to create something that I can put on and take off without damaging it. Even more difficult as it had to suit a 14 centimeters tall doll. Well... I am quite satisfied with the result. However, the truth is that Charlotte's face is so beautiful and enchanting that she looks favolous in everything.




niedziela, 3 stycznia 2016

Zamówienie. An order.

     
       Święta, Święta i po świętach... Chyba dobrze, bo nie mogłam już patrzeć na pierogi i makowiec. Czas wrócić do normalności... czyli do pracy. Koniec leniuchowania, koszyki czekają. I to całkiem sporo. Nie myślcie jednak, że w okresie świątecznym nic nie robiłam. Wręcz przeciwnie... musiałam podołać pewnemu zamówieniu. Spore zamówienie dla wymagającej osoby. Mam nadzieję, że stanęłam na wysokości zadania. Wkrótce się dowiem. Tymczasem mam zamiar zabrać się za szycie. Wkrótce dotrze do mnie Charlotte, moja wymarzona artykułowana lalka. Muszę uszyć jej kilka sukienek...

         Christmas, Christmas and... after Christmas. I am already quite bored with dumplings and poppy seed cake so I'm happy that Christmas time finished. Time to go back to "normality". No more lazy afternoons... I must go back to work, to weaving. There are so many baskets that are waiting to be made. But... don't think that I have been resting all the time. No! Not at all! I had to finish some order. Quite a big order for a demanding person. I do hope I fullfilled her requests. Soon I will get the answer. In the meantime, I am going to take up sewing. Very soon my dreamed doll will arrive. I have already called her Charlotte. I must prepare some clothes for her...




niedziela, 20 grudnia 2015

Kufer na zabawki. A toy chest.

                   
             Jeśli czekaliście na post świąteczny to przykro mi bardzo... nie będzie. Choinka w domku ta sama co w zeszłym roku, ozdoby te same, prezentów dla lalek brak. Bardziej niż przygotowania do miniaturowych świąt zaprząta mi teraz głowę przemeblowanie pokoiku dziecinnego. Takie dość radykalne przemeblowanie. Wyrzuciłam niebiesko - białe mebelki a na ich miejsce wstawiłam kanapę i komodę. Uplotłam też nowy kosz na zabawki. Przyznacie, że całkiem nieźle się prezentuje. Teraz czas na budowę łóżek. Marzą mi się takie ozdobne, typowo wiktoriańskie. Pokoik czeka jeszcze sporo zmian. Cały czas zastanawiam się nad dodaniem ścianki dzielącej pomieszczenie na część dzienną i sypialną. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Tymczasem życzę wam wszystkich spokojnych i rodzinnych świąt i mnóstwo miniaturowych pomysłów w nowym roku!

                      If you wait for a Christmas post I am very sorry but... there won't be any. The Christmas tree is the same as last year, the decorations are the same and there are no gifts for the dolls. More than with preparatives for miniature Christmas I am occupied with the refurbishment of the nursery. Quite a drastic refurbisment I would say. I have gotten rid of the white and blue furniture and I have replaced it with the handwoven sofa and a tall boy chest. I have handwoven a new toy chest, too. Now I am going to make new beds. And I have been thinking of adding a division wall to separate the day space and the night space of the nursery. We'll see. In the meantime, I would like to wish you a quiet and warm Christmas with your relatives and a lot of miniature ideas in the new year!




środa, 9 grudnia 2015

Herbaciane róże. Tea roses.

       
            Mój miniaturowy domek i ja tworzymy bardzo dziwny związek. Raz go uwielbiam i potrafię wpatrywać się w niego godzinami, a kiedy indziej chciałabym żeby zniknął i żebym mogła zacząć budować jego ulepszoną wersję. Domek jednak twardo stoi na swoim miejscu i ani myśli, żeby się gdzieś ruszyć, a ja jestem obecnie w fazie "gniewnej".
    Po przeanalizowaniu bardzo dokładnie każdego z pomieszczeń postanowiłam, że czas na zmiany. Trzeba domek "uszlachetnić". Pierwsze co przyszło mi do głowy to kwiaty. Kwiaty zawsze nadają pomieszczeniom świeżości. Łatwo powiedzieć... jedyne co jestem w stanie zrobić to monstery i róże. Monstery wystają już z każdego miniaturowego kąta... więc zostały róże. Zamarzyły mi się herbaciane, a wyszły... jakie wyszły. Zrobiłam je z drucików i modeliny samowysychalnej. Teraz brakuje wazonów. Zbyt trudne wyzwanie jak na obecną chwilę... więc póki co kwiatki cierpliwie czekają w koszyku.

           Me and my miniature house... a very strange relationship. Sometimes I love it and I can watch it for hours, sometimes I just want to get rid of it, to make it disappear with a magic wand and to start building a better version of it. Now I am in the "angry period" and after having analyzed very precisely every single room in the house I have decided to "ennoble" it. The first thing I thought of was to make some flowers. They always give some freshness to the room. Well, easy to say... but the only plants I am able to create are monstera plants and roses. The monstera plants are already in almost every corner of my house so... the choice was not difficult. I wanted to make tea roses. What did I manage to make? Difficult to describe. The roses are made of air - drying clay and wires. Now I should make some vases. It seems too difficult for me for now so the flowers have to wait in the basket.


poniedziałek, 30 listopada 2015

Idą święta, idą... Christmas is coming...

W tym roku tak się zaplotłam, że nie miałam w planie większych przygotowań do Bożego Narodzenia. Tego w miniaturze oczywiście. Poza tym mam całkiem sporo ozdób wykonanych w zeszłym roku. Jednak tak zupełnie obojętnie obok "domkowych" świąt przejść nie mogę, pewnie dlatego, że też je uwielbiam! Ostatnio wpadł mi pomysł na zrobienie choinek z modeliny. Prościej się nie dało. Zrobiłam modelinowe stożki i wbiłam na wykałaczki. Następnie delikatnie pocięłam je nożyczkami, poczekałam aż wyschną, pomalowałam akrylami i gotowe! Prawda, że świetnie się prezentują? Zwłaszcza na tym białym kufrze, który uplotłam dla pewnej wyjątkowej osoby.


Lately, I have been so busy handwaving my furniture that I didn't plan any bigger preparations for Christmas. Christmas in miniature, of course. I have a lot of decorations made last year. But... I couldn't totally neglect the dollhouse Christmas... I love it too much! So I created something very simple but, at the same time, very pretty. I made Christmas trees from modelling clay. I prepared little clay cones, I placed them on toothpicks and cut them gently with small scissors. I painted them with green acrilics and... here they are. Little Christmas trees. Aren't they lovely? They look even more beautiful placed od the white chest that I handwoven for someone special...





poniedziałek, 23 listopada 2015

Kosze na bieliznę. Linen baskets.

             
         Jakiś czas temu jedna z koleżanek podrzuciła mi zdjęcie jasnego kosza na pranie żartując, że taki właśnie przydałby  się jej do nowego domku... Jak nie trudno zauważyć, od samego początku mojej przygody z wyplataniem, zrobiłam tylko jeden biały kosz. Nie lubię białego... to znaczy lubię, ale nie u siebie... U innych owszem. Zawsze zachwycam się czystymi jasnymi wnętrzami, ale osobiście lepiej czuję się w ciemniejszych kolorach. Podjęłam jednak "wyzwanie" i kosz powstał. Biały i nowoczesny, z otwieranym wiekiem. Hmmm... spodobał mi się. Oprócz białego powstał też drugi, ciemny kosz. Kupiłam nową farbę w odcieniach palonej sieny i musiałam ją wypróbować. Brakowało mi w domku kosza do łazienki... Już nie brakuje. Niemniej stwierdzam, że kolor, mimo, że ciekawy, chyba jednak zbyt ciemny do wiklinowych mebli . Pozostanę przy biszkoptowym brązie.


              Some time ago one of my friends sent me a photo of a light brown linen basket telling me that she would like to have one like that in her miniature house... As you have surely noticed, from the beginning of my "wicker" adventure I have made just one white basket. I don't like white colour... Well, actually, I like it but not in my house... I admire clean and light rooms in the houses of other people but I feel better with darker colours. However, I have made a white linen basket for my friend. A modern one with a removable lid. I do like it. Apart from the white basket I have made another one, for my house. I bought an acrilic paint in a new burn siena colour quite recently and I wanted to test it. I didn't have a linen basket in the bathroom... Now I have got one. I think that the colour, even if interesting, is too dark for wicker furniture. I will remain with the biscuit brown.




poniedziałek, 16 listopada 2015

Łóżko dziecinne. A child's bed.

         
                Długo zastanawiałam się jak zacząć ten post... i nic nie wymyśliłam. Zaczynam więc tak... Klara szczęśliwie dotarła i dołaczyła już do rodzeństwa w pokoiku na strychu. Oprócz Klary w pokoiku pojawiło się też jej nowe łóżeczko. Miało wyglądać zupełnie inaczej, ale... wyszło co wyszło. Nie znalazłam żadnych źródeł pokazujących wiklinowe wiktoriańskie łóżeczko dziecinne ze szczeblami więc zdałam się na własną wyobraźnię... i jak widać szczebelków zabrakło. Bez nich jest bardziej elegancko...a że mniej bezpiecznie... no cóż. Na szczęście Klara jest mało aktywnym dzieckiem, powiedziałabym nawet, że  nie chce jej się nawet ruszać ręką, więc raczej nie wypadnie...
   

         I have been thinking for quite a long while how to start... and I haven't "invented" anything so I will start in a very simple way... Claire has arrived. She has already been put together with her siblings in the big nursery in the attic. And  there is a new bed for her in the room, too. It was supposed to be much different from what it is... I was not able to find any source with Victorian wicker child beds with rungs so I created it from my imagination. And there are no rungs... It is more elegant without them. It is less safe, though. Fortunately, Claire is not an active child, she doesn't move at all so I hope she won't fall out of her bed.




środa, 4 listopada 2015

Czekając na Klarę. Waiting for Claire.

                 
             Chwilowa przerwa w pleceniu mebli... rozpoczęłam prace nad dziecinnym łóżeczkiem, ale... odłożyłam na później. Wszystkiemu winna jest Klara, mała niewinna dziewczynka na którą czekam już od dwóch tygodni. Czekam i czekam i gdybym mogła to poszłabym po nią nawet na piechotę, ale że przybędzie aż z Australii ... to nie pójdę. Klara przyjedzie zupełnie naga a tu pogoda już nie najlepsza. Trzeba przygotować ciepłe ubranko! Dlatego właśnie odłożyłam plecenie na rzecz szydełkowania. Ostatni raz szydełko trzymałam w rękach w szkole podstawowej, na pracach technicznych. Ale, o dziwo, pamiętałam jeszcze co nieco. I tak oto w pocie czoła, przy łzawiących oczach i lampce powstał taki oto komplecik. Jak dla mnie mikroskopijny. Czapeczka i szalik mozolnie udziergane z nici bawełnianej na szydełku 0,6 mm, bo mniejszego nie udało mi się jeszcze nabyć. Nie powiem, było ciężko.... ale rozochociłam się. Najpierw skończę łóżeczko, a potem zabieram się za dzierganie sweterka...
 (Ps. Chłopiec na zdjęciach jest tylko modelem)



                 A short break in weaving... I had started a baby bed but I left it for a few days. It's allClaire's fault. Claire is a little girl I have been waiting for two weeks. I am waiting and waiting and If I could, I would go and look for her even on foot but... as she is coming from Australia... I won't go. Claire will arrive naked. The weather is not so nice now so I must prepare some nice clothes for her. That's why I didn't finish the bed. I had to crochet. Imagine that the last time I had a crochet hook in my hand when I was in elementary school. But I still remember something. I had to work using the lamp light to see better , though, as I worked with a very small tool. A crochet hook 0,6mm was a real challenge for me! But here they are - a hat and a scarf. Aren't they nice? Yes, I admit that it was difficult to complete this task but... I think I will crochet a sweater for Claire, too. Just give me some time to finish the bed.
(Ps. The boy in the photos is just a model)