czwartek, 22 maja 2014

Kilka miniaturowych zmian. A few "miniature" changes.

               
         W ciągu ostatnich dni w moim miniaturowym domku nastąpiło kilka niewielkich zmian. Kupiłam nowy regał do biblioteki, większy i bardziej wiktoriański i ,jak można się było spodziewać, okazało się, że wszystkie książki, które wcześniej zrobiłam zapełniają zaledwie połowę jego półek. Czeka mnie sporo pracy by wypełnić go w całości. Kolorem regał nie bardzo pasuje do reszty mebli, ale przyznam, że podoba mi się taki wiktoriański misz masz. Oprócz tego zrobiłam dwie malutkie półeczki do kuchni i próbuję własnoręcznie ulepić malutkie pojemniczki na przyprawy, póki co bez zadowalających rezultatów. Udało mi się również spełnić jedno z moich wielkich marzeń i kupić na aukcji ,za niewielką sumę, działający zegar do jadalni. Jeszcze nie dotarł do mnie i obawiam się trochę czy dotrze, biorąc pod uwagę dźwięk jaki wydaje. Może w urzędzie pocztowym pomyślą, że to bomba... W każdym razie nie mogę się go doczekać.


                 Kolejna zmiana to teatrzyk w pokoju dziecinnym. Za każdym razem, kiedy spoglądałam na ów teatrzyk wydawał mi się nie pasować do epoki. Kukiełki - książęta... Szczerze mówiąc nie spotkałam się z wieloma takimi jeśli chodzi o teatrzyki wiktoriańskie. Damy, żołnierze, Alicja w Krainie Czarów, ewentualnie Kopciuszek... Tak więc wymieniłam moją królewską rodzinę na Puncha i Judy, zdecydowanie wiktoriańską parę, a książęta skończyły w skrzyni z zabawkami. I ostatnia zmiana, a właściwie nowość - miniaturowy domek dla lalek. Zrobiony z kartonowego pudełka, pomalowany, oklejony kolorowym papierem, z otwieranym przodem. Niby nie mogę mu niczego zarzucić, ale jednak czegoś mi w nim brakuje, jakiegoś drobiazgu, który dopełni całości. Może mi coś podpowiecie?


           Recently there have been some small changes in my miniature dollhouse. I have bought a new bookcase, a bigger one and "more Victorian", and, as I could have imagined, all the books made by me are not enough to fill it. Actually, they fill just half of it so I will have a lot to do to fill it all. I have made two tiny shelves for the kitchen and I have been trying to make some spice containers... without success. Moreover, one of my biggest dreams has come true and I have bought a working grandfather clock for the dining room. It has not arrived yet but I hope it will. I can't wait it.

           Another change is the puppet theatre. Every time I looked at it, it seemed quite weird to me. Puppets - princes. I haven't seen a lot of them in Victorian toy theatres. Ladies, soldiers, Alice in Wonderland, maybe Cinderella... So I have changed my royal family for a Victorian couple - Punch and Judy. The princes have finished in the toy box. And the last change, actually, a novelty - a miniature dollhouse. It is made of cardboard, painted and decorated with some decorative paper. The front opens. I quite like it but it is missing something, some element to complete it. Have you got any idea?

                                        

czwartek, 15 maja 2014

Jeszcze więcej zabawek. More toys.

             
                    Co tu dużo pisać, uwielbiam wiktoriańskie zabawki. Niektóre są proste, ale jakże kolorowe, inne wręcz zaskakujące i bardzo precyzyjnie ręcznie wykonane. Sama chciałabym zostać kiedyś posiadaczką prawdziwej wiekowej wiktoriańskiej porcelanowej lalki z cudowną ręcznie malowaną twarzą i bogato zdobioną sukienką. Tymczasem jednak, marząc o pięknej lali, postanowiłam uzupełnić moją miniaturową kolekcję o kilka drobiazgów. Wybór padł na cyrkowego słonia oraz konia na kółkach, tzw. pull - along toys oraz na znanego chyba wszystkim Jacka - in- the - box. Oczywiście chciałam, aby Jack działał. Udało się. Głowa, wykonana z pasty Opla zamontowana jest na sprężynie od długopisu i przyklejona do dna pudełka. Przesadziłam chyba trochę z jej wielkością, ale wyraz twarzy jest dość wyrazisty. Pewnie niejednego przestraszy. I o taki efekt mi chodziło. Na mojej bardzo długiej liście miniaturowych rzeczy do zrobienia czekają już kolejne zabawki - karuzela, domek dla lalek i koń na biegunach, ale muszą poczekać na swoją kolejkę.

Dodaj napis
                I do love Victorian toys. Some of them are simple but at the same time very colourful, others are surprising and made by hand very precisely. Personally, I would like to become an owner of a real old Victorian doll with a beautifully handpainted face and a very decorative dress. In the meantime, dreaming of a pretty doll, I decided to enrich my collection of miniature toys with some new elements. The choice was not difficult - two pull-along toys, a circus elephant and a horse, and a Jack- in-the- box. Jack had to work, of course. And it really does. The head is made of Opla paste and it is fixed to a pen spring; the spring is glued to the bottom of the box. I suppose I have exagerated with the head size, but the face expression is quite meaningful. One may get scared. And this is the exact effect I wanted to obtain. There are more toys in my very long list of miniature things to make - a merry-go-round, a dollhouse and a rocking horse but they have to wait for their turn.

piątek, 9 maja 2014

I jeszcze dwa... Two more...

     
       Kilka dni temu, przy okazji pochwalenia się pierwszym zrobionym przeze mnie parawanem, napisałam, że zamierzam wykonać jeszcze dwie sztuki. Oto one. Do wykonania parawanu z obrazem przedstawiającym drzewa użyłam, tak jak wcześniej, reprodukcji obrazu. Potrzebowałam czegoś, co ożywiłoby nieco pomieszczenie, w którym stanął ów parawan, czyli sypialnię dla gości. Cel został chyba osiągnięty.
       Z parawanem do głównej sypialni było nieco gorzej.  Baza, w kolorze niebieskim powstała zaledwie w godzinę, ale nie miałam pomysłu jak ją ozdobić. Na początku postawiłam na pawie, niestety kolory wydruków nie zadowalały mnie. Potem próbowałam reprodukcji obrazu "Punting on a Sunday afternoon" autorstwa Henry'ego Kinga - okazał się zbyt blady. Aż tu dzisiaj rano, zupełnie przypadkiem, spacerując natrafiłam na mały sklepik z papierem do scrapbookingu i ... znalazłam! I to nie jeden, ale trzy arkusze papieru w przepiękne wzory. I znów problem... który wzór wybrać? Kupiłam wszystkie trzy. Ten, który zawładnął moim sercem użyłam do ozdobienia parawanu. Pozostają jeszcze dwa. Tak mi się wydaje, że z tymi parawanami to chyba nie koniec...


     A few days ago, showing you my first handcrafted vanity screen, I wrote that I was going to make two more. Here they are. The one with the trees is decorated, as the previous one, with a reproduction of a painting. I needed something that would be able to "give some life" to the room where the screen has been put, that is in the guests' bedroom. I think the aim has been reached.

      The vanity screen that I made for the master bedroom was more "troublesome". The base, in blue, came into being in less than an hour, but I had no idea how to decorate it. At the beginning I wanted some printies with peacocks on them but I was not satisfied with the colours. Then I tried a reproduction of Henry King's painting "Punting on a Sunday afternoon" - the print seemed to be too faded. Finally, today morning, while I was having a walk, by accident, I found a small shop with scrapbooking paper. And I found the right piece of paper, too! Actually, not one but three beautiful sheets of paper. Which one to choose? I bought all of them. The one, that stole my heart has finished as the vanity screen decoration. But there are still two more... I think that this is not the end of my vanity screen adventure...


niedziela, 4 maja 2014

Eksperymenty w salonie. Experiments in the living room.

           

           Salon w moim domku dla lalek to zdecydowanie pomieszczenie, w którym następuje najwięcej zmian. Nie potrafię do końca oddać jego wiktoriańskiego klimatu i ciągle czegoś mi w nim brakuje. Ostatnio znów pokusiłam się o eksperyment i małe przemeblowanie.
          Już kilka miesięcy temu zakupiłam trzy ręcznie wykonane ozdobne talerze, przedstawiające psy myśliwskie. Dodam, że chociaż podziwiam wszystkich artystów zajmujących się miniaturami, nigdy nie kupuję ręcznie robionych przedmiotów, głównie ze względu na ich wysokie ceny. Talerze te jednak na chwilę przyćmiły moją logikę i tak oto stałam się ich właścicielką. W całej historii domku to mój jedyny taki wybryk. Do tej pory jednak nie umiałam zdecydować, gdzie je umieścić i tak leżały sobie ukryte w kartoniku z miniaturami. Postanowiłam jednak pokazać je światu i znalazłam dla nich miejsce nad kredensem. Myślę, że prezentują się tam całkiem nieźle i ściana powoli zaczyna przypominać typową "obwieszoną" ozdobami ścianę wiktoriańskiego salonu.
        Dotarły też do mnie dwa zakupione z drugiej ręki krzesełka, które wpasowały się w wystrój pokoju. Teraz czas na ścianę po prawej stronie. Pewnie zawisną na niej fotografie przodków. Według was salon jest już wystarczająco "wiktoriansko zagracony"?

             The living room in my miniature house is definitely the room that has "suffered" more changes than any other place here. I am not able to bring its Victorian character out and I feel that there is still something missing there. Recently I have tried another experiment and a small change.
             Some months ago I bought three handcrafted plates with hunting dogs. I must add that although I admire all the handcrafters and artists connected with miniatures I never buy handmade objects, mostly because of their high prices. The plates, though, for a moment had "darkened" my mind and in that way I became their owner. In the whole story of my dollhouse it is the only extravagance of this kind.

Unfortunately, I could not make my mind where to put the plates and they spent all the time in a box with other miniatures. Finally, I decided to show them to the world and I placed them on the wall above the dresser. I think they fit quite well there and the wall begins to look like a typical "overloaded" with decorations Victorian living room wall.
              Moreover, two chairs bought in a second-hand shop arrived to me. They look nice in the living room and I think they will remain there. Now I must arrange the wall on the right. I suppose I will put some family photographs there. Do you think the room is already "messy enough" in the Victorian way?

czwartek, 1 maja 2014

Parawan. A vanity screen.

                 

              Jakiś czas temu teściowa podarowała mi zestaw pocztówek przedstawiających obrazy namalowane przez niepełnosprawnych artystów. Wszystkie były piękne, ale jeden w szczególności zaprzątał moje myśli, gdyż skalą pasował do domku dla lalek. Długo zastanawiałam się w jaki sposób najlepiej go wykorzystać, gdyż nie chciałam zmarnować nawet najmniejszego kawałeczka. I tak wpadł mi pomysł na zrobienie parawanu.

              Często, czytając książki lub artykuły na temat mojej ulubionej epoki, spotykam się ze stwierdzeniem, że kobiety wiktoriańskie były pruderyjne, tak więc myślę, że parawan w sypialni lub łazience przyda się jak najbardziej. Moja pani domu wieczorową porą będzie mogła schować się za nim i spokojnie ubrać koszulę nocną nie będąc przy tym podglądaną przez własnego męża. To przecież wstyd!

                   Parawan wykonany jest z kartonu i można go składać. Muszę zastanowić się jak ukryć zawiasy, gdyż rażą swoją wielkością. Mniejsze nie zdałyby jednak egzaminu. Mam w planie wykonanie jeszcze dwóch sztuk parawanów, ale w innych kolorach. Ciągle zastanawiam się, czy parawan z tulipanami umieścić w sypialni czy może w łazience. Według was do którego wnętrza pasuje lepiej?

                   Some time ago my mother-in-law gave me a set of postcards with paintings by disabled artists. They were all beautiful but one particularly got my attention as its scale was perfect for my dollhouse. For a long time I had been thinking how to use it in the best way, without wasting any piece of it. Finally, an idea to make a vanity screen crossed my mind.
                   

            Reading different books and articles about my favourite era I very often notice that Victorian women were prudish so I think that a vanity screen in the bathroom or in the bedroom will be very useful. At least, the lady of the house in the evening will be able to hide herself behind it and change her clothes and will not be observed by her husband. What a shame being observed!

                   The vanity screen is made of cardboard and it can be folded. I must think how to hide the hinges as they are very big. Unfortunately, smaller ones would not work well enough here. I am planning to make two other screens in different colours. I am still not convinced where to put the screen with tulips, in the bedroom or in the bathroom. What do you think? Where does it fit in better?

                                                

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Kładzenie dachówki zakończone! Roof tiling finished!

           

           Hurra! Hurra! Wreszcie mogę krzyczeć z radości. Po tygodniach mozolnego wycinania, szpachlowania, malowania i przyklejania dachówki są już na swoim miejscu. Główny dach, do pokrycia którego wyprodukowałam ponad 1600 miniaturowych dachówek może dumnie pokazać się światu. Teraz czas na obróbki dekarskie, listwy i może troszkę mchu dla dodania odrobiny realizmu. Oto efekty...

             Hurray! Hurray! Finally, I can shout for joy. After weeks of boring cutting out, plastering, painting and gluing the roof tiles are on their place. The main roof, which I have tiled with over 1600 handmade tiles,  can be proudly shown to the world. Now it's time for finishing elements, some board slats, maybe some moss to give some realism. Here are the effects...



                 

                






piątek, 4 kwietnia 2014

W połowie umeblowana główna sypialnia. Half-furnished master bedroom.

         
          Ostatnio na wszystko brakuje mi czasu, a jak już jakimś cudem znajdę wolną chwilkę to wykorzystuję ją na odpoczynek. I chociaż jest to bardzo dziwne, to w pewnym sensie ma to też związek z miniaturkami. Właściwie to z jedną, żywą, która rośnie sobie w moim brzuszku i pochłania sporą część mojej energii. Staram się jednak nie zaniedbywać całkowicie mojego domku i ciągle jeszcze walczę z dachówkami. Wyprodukowałam ich już ponad tysiąc, ale końca ciągle nie widać. Tak więc, zamiast pokazywać zdjęcia "nagiego" jeszcze dachu tym razem kilka słów o głównej sypialni.
        Sypialnia ma wymiary 40 cm na 40 cm, czyli jest wystarczająco duża, by pomieścić w niej wszystko to, co w wiktoriańskiej sypialni znaleźć się powinno, ale także to, co będzie chciała "upchać tutaj" pani domu. Cóż to takiego? Stosy pudeł na kapelusze, dziesiątki par butów, gorsety, halki, bibeloty etc.
       Pomieszczenie, jako, że powinno być przytulne i pełnić funkcję buduaru, jest w przyjemnym zielonym kolorze. W narożniku znajduje się duży kominek, a na suficie oczywiście zdobienia. Już na pierwszy rzut oka widać, że brakuje tu jeszcze wielu mebli i innych przedmiotów, ale przyznam, że nie lubię się śpieszyć z zakupami i każdy element wystroju jest dokładnie przemyślany.
       W sypialni znajduje się już łóżko z uszytą przeze mnie pościelą (nadal brakuje narzuty, jako, że wspomniana wcześniej przeze mnie koszula mojego męża jeszcze się nie poddała), szafa ( póki co jeszcze pusta) oraz toaletka pani domu. Drewniane aniołki, które zdobią mebel zakupiłam w sklepie z elementami do tworzenia biżuterii, pozłociłam i przykleiłam na toaletkę, aby w ten sposób uniemożliwić obracanie się lustra. Zawartość toaletki to także moje dzieło.
        W pokoju brakuje jeszcze komody i kufra na pościel. Zastanawiam się również nad "mebelkiem z miednicą", ale nie potrafię zdecydować, czy powinien on być drewniany i udekorowany płytkami łazienkowymi, czy też znacznie prostszy i mniejszy, wykonany ze stali. Ściany również są jeszcze gołe. Jedynym elementem ozdobnym, któremu nie potrafiłam się oprzeć jest wykonany przeze mnie obraz - portret Karola Dickensa, mojego ulubionego pisarza wiktoriańskiego ( tak naprawdę urodził się sporo przed panowaniem królowej Wiktorii). Wymyśliłam sobie, że jest on ojcem pani domu i przygląda się jej poczynaniom przytwierdzony do ściany. Początkowo obraz miał wisieć nad komodą, ale że przykleiłam go zbyt szybko, a potem zmieniłam ustawienie mebli, dziwnym trafem znalazł się nad łóżkiem. Może nie jest to dla niego najlepsze miejsce, ale tam już pozostanie.



            Recently I've been in shortage of time. Even if I find a free moment I immediately lie down and get some rest. It may sound strangely but in some way it is connected with miniatures, actually, with one special miniature that has been living inside my belly for some months and has been consuming a lot of my energy. However, I try not to neglect my dollhouse and I am still fighting with roof tiles. So far, I have made more than one thousand pieces but it is still not enough. So, instead of showing photographs of the "naked" roof, I am going to write about the master bedroom in my dollhouse.
           
        The bedroom is 40 cm wide and 40 cm deep and it is big enough to place here all the furniture that should not lack in a victorian bedroom but also all the things that the lady of the house will want to keep here. What things? A mountain of hat boxes, tens of pairs of shoes, corsets, petticoats and a lot of other staff.
           The room, as it should be a kind of a comfy boudoir, is finished in a nice shade of green. There is a big fireplace in the corner and the ceiling is decorated with some green elements. It is easy to notice that the room is only half - furnished. I don't like to hurry with buying new elements to my dollhouse, they are all carefully thought - of first.
          There already is a bed, a wardrobe and a dressing table in the bedroom. The bed has a bedding made by me ( there is still no bedspread as my husband's shirt mentioned some time ago has not surrendered yet). The wardrobe is empty but I hope to fill it with a lot of clothes. The dressing table, bought with a newspaper, "has earned" two angel- face ornaments. I bought them is a shop with jewellery pieces and I painted them with some gold acrilic paint. They prevent the mirror to move. All the small elements placed on the table are also made by me.

          I would like to add a chest of drawers, a linen chest and a washstand to the room furniture. I can't make my mind about the washstand. I don't know whether it should be made of wood and finished with bathroom tiles or I should choose a simplier one made of steel or cooper.

          The walls need some decorations too. The only element hanged on the wall ( I could not resist doing that) is a picture - portrait of Charles Dickens, my favourite Victorian writer (actually born before the reigh of Queen Victoria). I made up a story that he is the lady of the house's father and is observing her from the wall. At the beginning, the picture was to be hanged above the chest of drawers but I glued it too early and then I rearranged the furniture. In this way he finished over the bed. Maybe it is not the best place for him but I am afraid he's going to stay there forever.

niedziela, 23 marca 2014

Okna dachowe. The roof windows.

           
            

      Wreszcie mogę odetchnąć z ulgą... Wszystkie okna są już na swoich miejscach i mogę spać spokojnie. Jako ostatnie wstawione zostały okna dachowe. Długo zastanawiałam się nad ich kształtem, wielkością. Chciałam czegoś wiktoriańskiego, ale jednocześnie skromnego. Wreszcie udało mi się dojść do porozumienia  z samą sobą i narysowałam wzór, który potem przekopiowałam na sklejkę. W ten sposób powstał zarys okien. Jako, że dach jest spadzisty, okna musiałam "doprowadzić do pionu", aby mieszkańcy poddasza mogli oglądać nie tylko niebo, ale także życie uliczne... oczywiście jeśli pozwalały na to warunki pogodowe i chwilowy brak szarego dymu, czyli rzadko. 
              Okna są już oszklone, a raczej "oplastikowane". Tym razem poszło sprawniej, bo miałam już troszkę wprawy. Udało nam się także, tutaj wielkie podziękowania dla mojego męża, wyciąć całkiem równe otwory w dachu i przykleić okna.
            Okna są otynkowane i wykończone od wewnątrz. Myślę, że pasują do całości i rzeczywiście nadają budynkowi wiktoriańskiego charakteru.  Teraz czeka mnie kolejna walka. Kładzenie dachówki... Życzcie mi powodzenia!

  
                             

                      



              Finally I can breathe a sigh of relief...All the windows are in their places and I can sleep calmly. The last to be fixed were the roof windows. I spent a lot of time thinking about their shape and size. I wanted something Victorian, but at the same time something modest. At last I reached an agreement with myself, I designed a pattern and  I copied it on a piece of plywood. Because the roof is sloping I had to add triangular lateral "walls" to the windows to make them "stand vertically". In that way the inhabitants of the attic can watch not only the sky but also the street life... of course if the weather permits that and there is no grey smoke, what happened rarely in Victorian London.

              The windows are "glazed" with plastic sheets and fixed. This time I had some experience so it did not take me so much time. We were also able to cut off quite nice window holes. We means me and my husband whom I thank with all my heart for his patience.
              The windows are plastered and finished from the internal side. I think they fit well and give some Victorian character to the building. Now I am preparing myself for another battle. Tiling the roof. Wish me good luck!

poniedziałek, 17 marca 2014

Biblioteka. The library.

             

       Walka z oknami we frontowych ścianach domku została definitywnie zakończona. Teraz przyszedł czas na dach i przestrzeń przed domem. Dach pokryty będzie dachówkami, których niestety nie wyprodukowałam jeszcze w wystarczającej ilości. Przyznam, że mam ich serdecznie dość. Wiosna już, na balkonie czuję zapach mimozy dobiegający z ogrodu, słonko przygrzewa, a ja spędzam czas na wycinaniu i malowaniu setek dachówek. Do tego muszę jeszcze zrobić trzy okna dachowe. Chciałabym bardzo podwójne, ale przyznam, że nie spotkałam się z podwójnymi oknami dachowymi i raczej zrezygnuję z tego pomysłu. Żeby jednak nie zanudzać zbytnio czekającymi mnie pracami, pokażę wam kolejne pomieszczenie w moim domku - bibliotekę.

       Według pierwotnego projektu w miejscu biblioteki miała znajdować się sypialnia, stąd ciepły żółto-złoty kolor tapety. Doszłam jednak do wniosku, że nie uda mi się w tak niewielkim pomieszczeniu zmieścić wszystkich potrzebnych mebli.  Potem przyszedł mi na myśl tzw. pokój poranny, ale szkoda mi było przestrzeni na kolejny salonik i tak oto powstała biblioteka. 
         Podejrzewam, że w każdym szanującym się wiktoriańskim domu musiało znajdować się pomieszczenie służace za biuro lub pokój lektur. Te widoczne na filmach zwykle bywały ogromne, z dziesiątkami regałów po brzegi wypełnionych opasłymi książkami, z dużym rzeźbionym drewnianym biurkiem, pięknym wygodnym fotelem i mnóstwem innych akcesoriów. Moja biblioteka to zaledwie namiastka tego, co przychodzi na myśl na hasło wiktoriańskiej biblioteki.


         Biurko i witryna do pokoju zostały zakupione a kanapę i fotele dostałam w prezencie od zaprzyjaźnionej sąsiadki, która kupiła je w kiosku razem z gazetą i ,z nadzieją na rozpoczęcie budowy własnego domku dla lalek, przez kilka lat trzymała je w szafie. Do całości wyposażenia brakuje jeszcze kilku obrazów, dywanu, biurka Davenport i regału. Biurka Davenport były bardzo znane w epoce wiktoriańskiej. Były to maleńkie damskie biurka z szufladami wysuwanymi po boku. 

               Akcesoria do biblioteki wykonałam sama. Ramy luster i ozdoby na suficie wykonane są z pasty Opla. Książki umieszczone w witrynce otwierają się i są reprodukcjami prawdziwych wiktoriańskich książek, głównie  botanicznych i zoologicznych. Kot to także moje dzieło, niezbyt udane, ale nadaje charakteru całemu domowi. Przemieszcza się ciągle i żyje swoim życiem. Raz znajduję go buszującego w kuchni, innym razem przewraca butelki w spiżarni bądź drażni psa, a jeszcze kiedy indziej wkrada się cichutko do pokoju dziecinnego i ucina sobie drzemkę pod którymś z łóżek . Taki radosny psotny duszek.


                The battle with the front windows has ended. Now it's time to finish the roof and arrange the space in front of the house. The roof is going to be tiled. Unfortunately, I haven't prepared enough tiles yet. I am bored with them. Spring is coming. On the balcony of my appartment I smell mimosa growing in my garden, the sun is shining and I am cutting and painting hundreds of roof tiles. I must prepare three roof windows, too. I would like double windows but, honestly, I have never seen double windows on the roof and probably I will give up the idea. I don't want to bore you so instead of telling you about works I have to do I am going to show you another of my miniature rooms - the library.

               
        According to the original project the room was to be a bedroom. For that reason the walls are covered with a "warm" yellow and gold wallpaper. However, when I started to furnish the bedroom I realised that I was not able to put there all the pieces of furniture I wanted to be in the room. Then, an idea to create a morning room crossed my mind, but as I did not want to "waste" the space for another parlour - like room I decided to dedicate the room for a library.
        The library in my house is just a small room used as an office and a reading space at the same time, not a great room with thousands of thick books that we can often see in the films. The desk and the cabinet are bought, the chairs and the sofa are a gift from my neighbour. She bought them some years ago with a wish to build her own dollhouse. The library is still in need of another bookcase, a carpet, some paintings and a Davenport desk. Davenport desks were very popular in the Victorian era. They were small desks for ladies with drawers on the side.

             The accessories for the library I made myself. The mirrors frames and the ceiling ornaments are made of Opla paste. The books in the cabinet open and are reproductions of real Victorian books, mostly  botanical and zoological. The cat is my creation, too. Not a very successful one,but it gives some character to the house. I find it in different places. Sometimes it explores the kitchen, sometimes it falls some bottles over in the cellar or teases the dog... another time it sneaks into the nursery and has a nap under one of the beds. It is like a cheerful naughty spirit.

poniedziałek, 10 marca 2014

Okna - mój wróg. The windows - my enemy.

         
           Nie wiem co podkusiło mnie, żeby zdecydować się na własnoręczne wykonanie okien w moim domku. Zdecydowanie nie były to przyjazne mi duszki. Nie miałam absolutnie żadnego doświadczenia i nie wiedziałam od czego zacząć. Jak teraz o tym myślę, to chyba zaczęłam od końca. Wycinanie otworów okiennych było trudne, bo nie wychodziły równe, ale wstawianie szyb, jak koszmar, śniło mi się po nocach. 
         Tafle pleksy przy cięciu łamały się i przyznam, że nie raz miałam ochotę wyrzucić wszystko do kosza na śmieci. Jako, że wymyśliłam sobie okna o niestandardowych wymiarach, po wycięciu otworów, nie było już ratunku. Zakup gotowych okien nie wchodził w grę, gdyż nie znalazłam niczego w odpowiedniej wielkości. I tak przez kilka tygodni patrzyłam na te bezszybne otwory i czułam się bezradna.
          Ostatecznie na ratunek pośpieszył mój mąż i udało mu się wyciąć wystarczającą liczbę "szyb" do oszklenia domu. Przyznam, że podziwiam go za jego anielską cierpliwość, bo chociaż klął pod nosem nie poddał się. Cały weekend walczyliśmy z tymi oknami, a gdy już udało mi się poprzyklejać szyby w otworach i zabrałam się za framugi to okazało się, że zabrakło mi listewek wykończeniowych. Muszę więc czekać cały tydzień, żeby w sobotę udać się do centrum budowlanego po dwie listewki. To się nazywa pech.
          Nie jestem zadowolona z rezultatu, jai osiągnęłam, ale nie mam już siły walczyć i postanowiłam
pozostać przy tym, co udało mi się zrobić. Może za kilka lat, przy remoncie, wyczaruję coś ładniejszego.

         
         
          I don't know what had tempted me to make the dollhouse windows with my own hands. Surely, it was not a friendly spirit. As I had had no experience  I didn't know what to start with.  I am thinking about it now and I suppose I started from the end. Cutting off the window holes was difficult as they did not result equal and smooth, but placing the glass in the wholes was a nightmare. The sheets of plastic that I was trying to cut into pieces were breaking and I admit that many times I just wanted to throw them out into a rubbish bin. Because I had thought of non-standard measure windows, after having the holes cut off there was no resxue for me. I could not buy ready- made windows because I had not find anything in the size I needed. And so, for a few weeks I was observing those holes without glass windows and I felt really helpless.
       Finally, my husband helped me and he was able to cutt off enough plastic elements to glaze the house. I do admire him for his patience, he was swearing under his nose but he did not give up. We were fighting with the windows all the weekend but I managed to glue the plastic rectangles into the holes. Unfortunately, when I was cutting the strips of wood to make the window frames I realised that I had not enough wood. Now I have to wait all the week till saturday to go to the building materials centre to buy just two strips of wood. Isn't it called bad fate?
          I am not satisfied with these windows but I have no more willpower to fight and I have decided to remain with what I obtained. Maybe in the future, with the renovation of my dollhouse, I will charm out something nicer.



poniedziałek, 3 marca 2014

Kilka nowych zabawek. Some new toys.

     
        W zeszłym tygodniu moją głowę cały czas zaprzątał temat pokoiku dziecinnego. Przejrzałam wiele stron internetowych i książek i gazet w poszukiwaniu artykułów o wiktoriańskich zabawkach. Jak nie trudno się domyśleć wiele z nich było wykonywanych własnoręcznie z tego, co znalazło się w domu. Pewnie wiele z was, tak jak ja, bawiło się w dzieciństwie lalkami zrobionymi z drewnianych łyżek. Tak bawiły sie również dzieci w epoce królowej Wiktorii ( podejrzewam, że także i o wiele wcześniej). Najbardziej jednak zainspirowały mnie nie tyle same lalki, co wiktoriańskie teatrzyki, w których często "grały". Przyznam, że zakochałam się w nich bez pamięci, zwłaszcza w tych papierowych. Potrzeba jednak ogromnej dozy cierpliwości i sporo czasu, by wykonać taki papierowy model w trójwymiarze, a że mnie brakuje i jednego i drugiego, postawiłam na drewniany teatrzyk kukiełkowy.
      Teatrzyk wykonany jest ze sklejki, pomalowany farbą akrylową i ozdobiony wydrukiem z teatrzyku papierowego, który kiedyś mam zamiar wykonać. Ma wysokość 18 cm, szerokość 9 cm i głębokość 5 cm. Lalki to kukiełki z głowami z pasty Opla i ubrankami z filcu zamocowanymi na wykałaczkach. Całości dopełniają boczne zasłonki, ruchome, umożliwiające wejście do wewnątrz struktury.
     Oprócz teatrzyka, do zestawu wiktoriańskich zabawek dołączył także bębenek wykonany z kawałka korka od wina i obszyty materiałem, skakanka oraz 2 książki.
      A tak przy okazji, zaczęłam zastanawiać się nad imionami moich małych wiktoriańskich mieszkańców. Póki co wybrałam Valerie i Peter, ale to wersje robocze.

     All last week I was thinking about my miniature nursery. I visited a lot of websites and looked through many books in search of some articles about Victorian toys. It is not difficult to guess that a lot of them were made at home with what was available. I am sure that many of you, like me, in childhood played with dolls made of wooden spoons. The Victorian children played with them, too (and I suppose also the children before the Victorian era). However, I was inspired not as much with the dolls as with the Victorian toy theatres where the dolls "were playing". I must admit that I have fallen in love with the paper theatres. Unfortunately, to make a paper model in 3D a lot of patience and time is needed. I haven't got neither one nor another so I decided to create a wooden doll theatre.



             The theatre is made of plywood, painted with acrylics and decorated with a printed front part of a paper theatre taht I am going to make one day. It is 18 cm tall, 9 cm wide and 5 cm deep. The dolls are rag dolls with heads made of Opla paste, clothes made of felt and fixed on toothpicks. The two side curtains can be moved and enable to my mini-children to get inside the theatre structure.

    Apart from that, a skipping rope, a toy drum and two books have joined the group of my handmade Victorian toys.
      By the way, I have been thinking of names for the little Victorian inhabitants of my house. For the time being I have chosen Valerie and Peter.
                                                          

czwartek, 27 lutego 2014

Wieczorne podglądanie. Night watching.

       
       
       Wczoraj dotarły do mnie ostatnie zamówione żyrandole i wreszcie mogłam oświetlić także pokoik dziecinny.  Nie mogłam doczekać się wieczoru by w pełni cieszyć się działającym oświetleniem. Przyznam, że jestem bardzo podekscytowana i efekt końcowy bardzo mi się podoba. Nie powstrzymałam się oczywiście od pstryknięcia kilku zdjęć. Sami popatrzcie.
        Yesterday the last order with chandeliers arrived and ,finally, I was able to lit the nursery up. It was hard to wait till the evening to enjoy fully the working lighting. I must say that I am very excited and I am very pleased with the final result. I could not keep me from taking some photographs. Just look!